Są takie chwile, które nie mają jeszcze wyraźnego imienia.
To już nie jest całkiem „przed”, ale jeszcze nie jest „potem”. Człowiek stoi gdzieś pomiędzy — z notesem w ręku, z kilkoma wspomnieniami w kieszeni i z przeczuciem, że powietrze zaczęło pachnieć inaczej.
To jest Teraz.
Chwila, w której nie trzeba jeszcze znać dalszej drogi. Wystarczy zauważyć, że coś się otwiera. Nie gwałtownie. Raczej jak okno o poranku, jak światło pomiędzy liśćmi albo drzwi, które — ku naszemu zdziwieniu — od dawna były lekko uchylone.
Symbole ostatniej pełni opowiadają o dwóch światach. W jednym ludzie spotykają się na jarmarku, przynoszą chleb, kwiaty, drobne dary i własną obecność. W drugim człowiek zaczyna dostrzegać to, co zwykle niewidzialne: cichy język natury, znaki, intuicję i światło ukryte w codziennych rzeczach.
Pomiędzy nimi jest droga.
Może prowadzi przez włoskie miasteczko, gruzińskie winnice albo zielony las na wyspie. A może nigdzie nie trzeba wyjeżdżać, ponieważ najważniejsza podróż zaczyna się wtedy, gdy zmienia się sposób patrzenia.
Zmiana jest wpisana w życie.
Nie zawsze odbiera nam dawny świat. Czasem tylko poszerza jego kadr i robi miejsce na ludzi, miejsca oraz zachwyty, których jeszcze nie znamy.
Poniżej są trzy listy. Trzy krainy. Trzy chwile tej samej opowieści.
Chwila przed… Teraz… i chwila potem…




